Pod koniec 2008 roku Rada Miejska w Łodzi podjęła uchwałę dotyczącą wydłużenia kadencji rad osiedli o dwa lata, w efekcie czego w 2010 roku będziemy jednocześnie wybierać nie tylko Prezydenta, Radę Miejską oraz Sejmik Wojewódzki ale także rady osiedli.  
 
Rady Osiedli zostały wybrane w wolnych i powszechnych wyborach na kadencję czteroletnią, która upływa w marcu 2009 roku. System wyborczy w RP jest pewnego rodzaju umową społeczną, a umów, zwłaszcza tych potwierdzonych przez udział obywateli nie zmienia się podczas ich trwania.
 
Dobrzy i sprawdzeni? Nie, mają być swoi!
Przeprowadzanie wyborów do rad osiedli razem z innymi wyborami samorządowymi będzie prowadzić do upartyjnienia wyborów i zdecydowanie zmniejszy szanse dostania się do rad osiedli osób nie należący do partii politycznych. Wielu obecnych radnych osiedlowych startowało z list obywatelskich. Po decyzji Rady Miejskiej tracą oni praktycznie jakiekolwiek szanse na reelekcję. Będą musieli zderzyć się w nierównej walce z „partyjniakami”, którzy za pieniądze wszystkich podatników (budżetowe) urządzą sobie kosztowne, zakrojone na szeroką skalę kampanie i niezależnych działaczy zaplakatują lub zasypią ulotkami.
 
Szkoła demokracji

 
Decyzja Rady Miejskiej w sprawie wydłużenia kadencji Rad Osiedlowych o dwa lata jest całkowicie sprzeczna z ogólno-przyjętymi ideami samorządności i odbije się drastycznie na jakości pracy rad osiedli a także na zainteresowaniu nimi wśród społeczności lokalnych. Istnieją także wątpliwości czy decyzja Rady Miejskiej była przeprowadzona z zachowaniem wymaganych procedur formalnych.
 
W obronie zdrowego rozsądku
W obronie demokracji obywatelskiej zawiązała się w Łodzi koalicja organizacji społecznych pod przewodnictwem Fundacji ,, Projekt Łódź ”. Skierowane zostało pismo do Rady Miejskiej, wysłany został wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich z prośbą o interwencję, zainicjowano kampanię informacyjną na temat znaczenia osiedlowych rad. Jaki będzie efekt? Znając butę i upór w dążeniu do realizacji polityczno-partyjnych celów naszych miejskich włodarzy, znikomy. Ale przynajmniej zapamiętają, że mimo ich usilnych starań społeczeństwo, organizacje pozarządowe, patrzą im na ręce i stają w obronie demokracji.
 
Mateusz Zieliński